Jak zacząć (cz. 3). O geografii poszukiwań.

Poprzednio było o poszukiwaniach na cmentarzach. Tym razem o odległościach w genealogii.

Prowadzenie poszukiwań jest przyjemne, jeżeli nasza rodzina mieszka w tym samym miejscu lub okolicy od wielu pokoleń. Jestem właśnie w takiej szczęśliwej sytuacji. Moi przodkowie – i to zarówno po mieczu jak i po kądzieli – mieszkali od stuleci w obrębie kilku miejscowości oddalonych od siebie raptem o 10 km. Wszystkie te miejscowości należały do dwóch parafii: Przystajń i Truskolasy. Obie parafie należą do obszaru administrowanego przez Archiwum Państwowe w Częstochowie. Jedynie rodzina żony pochodzi z Borkowic, miejscowości odległej o 30-40 km.

 

No tak, a co zrobić jeśli mieszkamy w jednym końcu Polski, ale rodzina przywędrowała tutaj przed 100 laty z drugiego końca? Rozwiązań jest kilka, niestety nie ma złotego środka.

Po pierwsze, można poszukiwania genealogiczne zlecić komuś mieszkającemu na interesującym nas obszarze. Może to być osoba prywatna (w przypadku Archiwów Państwowych dokumenty są dostępne dla każdego), lepiej jednak zwrócić się bezpośrednio do interesującego nas archiwum. Stawki niestety są wysokie: 25 zł (Olsztyn), 30 zł (Siedlce), 40 zł (Wrocław, Przemyśl), 50 zł (Płock, Leszno) za każdą rozpoczętą godzinę poszukiwań. Przy dokumentach obcojęzycznych cena może być jeszcze wyższa. Dlatego odradzam taki pomysł na tworzenie genealogii, zresztą każdy kto spróbował osobiście zagłębić się w księgi metrykalne i znalazł swojego przodka wie, że to uczucie dodaje skrzydeł.
Zdarza się także, że znajdziemy jakiegoś pasjonata, który w ramach solidarności między ludźmi o tych samych zainteresowaniach poszuka dla nas czegoś za darmo. Tego typu prośby są dość częste i czasem dają pozytywne rezultaty, ale to raczej sytuacje wyjątkowe, nie można na nich oprzeć swoich badań.

Po drugie, wycieczka osobiście do interesującego nas miejsca. Jeśli jest bardzo daleko, wiąże się z wynajęciem noclegu itp. Takie poszukiwania zresztą powinno się planować na kilka dni, niestety wertowanie ksiąg lub mikrofilmów jest czasochłonne. Mimo to polecam z powodów jak wyżej. Dodatkowo można wtedy odwiedzić miejscowości, o których często tylko słyszeliśmy z opowiadań. Albo dawno niewidzianą rodzinę.

Jest wreszcie trzecia  możliwość: zamówienie wybranych mikrofilmów z interesującego nas archiwum do najbliższej nam placówki. Musimy w tym celu wypełnić wniosek w tym pobliskim archiwum, wyszczególnić sygnatury interesujących nas dokumentów, potrzebne nam roczniki itp. Na mikrofilmy (jeśli jest możliwość ich przesłania) oczekujemy maksymalnie kilka tygodni i już możemy przeglądać w pobliskim archiwum. Zrozumiałe jest, że jeśli szukane przez nas księgi nie zostały skopiowane na mikrofilmy (lub nośniki cyfrowe) nie ma żadnej możliwości przesłania oryginału księgi.

Tym sposobem możemy zamawiać mikrofilmy nawet za granicę, ale tylko za pośrednictwem Kościoła Mormonów, o czym będzie więcej w przyszłości.

2 myśli nt. „Jak zacząć (cz. 3). O geografii poszukiwań.

  1. Pingback: Jak zacząć (cz. 2). Cmentarze. | Genealogia dla każdego, poradnik

  2. Pingback: Jak zacząć (cz. 4). Notowanie. | Genealogia dla każdego, poradnik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>